Cześć, jestem Ewa!

Chodzę za rękę z aparatem, oczywista oczywistość. Nieśmiałe randki w gimnazjum, pełna fascynacja i zachłyśnięcie się relacją ja-czarna skrzynka w liceum, pewność, że to jest to na początku studiów i... kryzys i dość długi foch na (szczególnie cyfrową) fotografię. Potem analogowy detoks fotograficzny i powolny powrót do cyfry, zakochanie na nowo, już chyba dojrzalej. To naprawdę jest jak w związku.

Od zawsze: kreatywność, nad wyraz bujna wyobraźnia (zostało mi to do dziś), leworęczne kreowanie rzeczywistości. Lewym okiem patrzę też przez wizjer aparatu :)

Trochę ze mnie współczesny Sherlock. Obserwator i analityk. Lubię mniej mówić i więcej widzieć. Lubię, gdy pozornie nie dzieje się nic. Przemykam niezauważalnie z aparatem, by potem uśmiechać się lekko słysząc "kiedy ty zrobiłaś to zdjęcie? w ogóle nie było cię widać ani słychać!".

Szukam światła, gestów, spojrzeń. Lubię fotografię prawdziwą, bez reżyserowania i naciągania rzeczywistości. Boję się tego, co sztuczne - mocnego makijażu, fotoszopa, ciał-marionetek i wystudiowanych uśmiechów.

Lubię fotografować miłość. Niezwykłość w zwykłości. Bez sztywnego szufladkowania - zdjęcia rodzinne, narzeczeńskie, ślubne, ciążowe... to wszystko są po prostu relacje. Coś najbardziej niesamowitego.

Jestem przekonana, że związek, na który się decydujemy, to przygoda życia. I naprawdę nie ma znaczenia, od jakiego projektanta lub nie-projektanta jest sukienka i czy zaproszenia kaligrafowane są złotem, bo to wszystko znaczy wielkie nic, jeśli w spojrzeniach nie ma błysku, a w sercu (i głowie!) decyzji. Dobre zdjęcia to takie, na których to widać, które nie są przygniecione lukrowanym zewnętrzem.

Niezależnie od tego, co fotografuję, bardzo mi zależy na "pierwiastku ludzkim". Żeby nie tylko (ani nawet przede wszystkim) dokumentować, ale raczej chwytać to, co później, przy oglądaniu zdjęć, wywoła i przywoła emocje.

Jeśli chcielibyście (lub chciałbyś, chciałabyś :-)), żebym towarzyszyła Wam z aparatem podczas ważnych dla Was wydarzeń - piszcie na adres ewa@ewajanisz.com.

Prywatnie?

Najbardziej sobą jestem w górach, najlepiej tych wysokich. Poszarpana grań, skały, przestrzeń. Schronisko wieczorem. Zmęczenie, szczere rozmowy i uśmiechy, brak pozy. Od jakiegoś czasu fascynacja absolutna wspinaczką. To jest mój świat, w którym czuję się najlepiej, najwspanialsi ludzie, pasja, otwartość i radość.

Był taki czas, że mieszkałam intensywnie to tu, to tam. To znaczy w Londynie, pod Bolonią i w Petersburgu. Wreszcie, wróciłam do rodzinnego Gdańska, choć nieustannie ciągnie mnie w świat. Totalny zachwyt przeżyłam w Gruzji i Armenii, gdzie miałam szczęście dotrzeć zanim uczyniły to tanie linie lotnicze. Psst, jeśli chcecie zobaczyć trochę moich podróżniczych obrazków, to zapraszam tu - klik.