Nietypowy „wieczór” panieński Ani

Niech ten wpis będzie dowodem na to, że można inaczej. Że można żyć i być świadomie nawet tam, gdzie wydawać by się mogło, że raczej podążamy utartymi schematami. Że wieczór panieński nie musi składać się z przejazdu wynajętą limuzyną, szalonego rajdu po nocnych klubach i piciu alkoholu do rana. Że nie trzeba atrakcji takich jak tort w wiadomym kształcie czy wizyta nagiego młodzieńca występującego w roli stołu do sushi (true story). Że to wcale nie musi być wieczór! Oczywiście opcji jest mnóstwo, ale większość wpisuje się w pewien kanon i dziewczyny organizują imprezę danego typu „bo tak się robi” – piknik na plaży w strojach typu pin-up, gotowe gadżety produkowane masowo (i zwykle niestety wyrzucane zaraz po imprezie)… nie ma w tym nic złego (oprócz masy plastiku), jeśli takie jest faktycznie marzenie przyszłej panny młodej, ale warto zadać sobie pytanie, jak naprawdę chcemy spędzić ten dzień, żeby go dobrze wspominać.

Tego lata miałam okazję brać udział w popołudniu panieńskim Ani. Nie byłabym sobą, gdybym nie zabrała aparatu i nie uchwyciła kilku chwil na pamiątkę dla przyszłej panny młodej. Ogrodowe spotkanie w kobiecym gronie (z dodatkiem dziecięcym ;)), pyszne jedzenie (zgodnie z formułą – każdy coś przynosi), chłodne prosecco w upalny dzień. Oraz – pomoc w ostatnich przygotowaniach ślubnych – pakowanie prezentów dla gości i przede wszystkim dużo śmiechu, przedślubnych żartów i po prostu bycia w pięknym towarzystwie koleżanek, przyjaciółek, sióstr. Różnorodność kobiecości, doświadczeń, etapów życia.

W ramach „zabaw” – fantastycznie dopasowane i spersonalizowanie zadania. Ania między innymi musiała pokazać jak zrobić ocet z jabłek, zakwas na chleb, oraz jak wyczyścić naturalnymi sposobami (których jest fanką) zabrudzenia – w tym dziecięce maziaje pomiodromarchewkopodobne – pomocników w tym temacie miałyśmy na miejscu 🙂

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *