Bajkowy ślub w Londynie
Fotografowanie ślubu w Londynie było dla mnie spełnieniem marzeń, niesamowitą przygodą i podróżą sentymentalną. Spędziłam w tym mieście jedne z najciekawszych trzech, studenckich lat, mam z Londynem ogrom wspomnień i kilka bliskich osób. Już od jakiegoś czasu myślałam o wyjeździe do mojego uniwersyteckiego miasta, ale do głowy mi nie przyszło, że będzie mi dane fotografować w Londynie ślub. Czasem rzeczywistość przekracza marzenia i wyobrażenia. Kiedy Martyna i Richard napisali do mnie z pytaniem, czy będę ich fotografką… no cóż, długo się nie zastanawiałam.
Koniec września może wydawać się ryzykowną datą na ślub, szczególnie w tak kapryśnym pod względem pogody miejscu, ale jak zobaczycie na poniższych zdjęciach, pogoda dopisała (w tym samym czasie w Polsce było szaro i deszczowo ;)). Wiedziałam zresztą, że moja para niespecjalnie przejmuje się aurą i czy słońce, czy deszcz, będą przeżywać dzień swojego ślubu tak samo radośnie; ten luz udzielił się i mi i zastane warunki potraktowałam jak bardzo miły prezent od losu.
Mimo że Martyna i Richard szykowali się do ślubu osobno i chcieli zobaczyć się dopiero w kościele, logistyka nie była zbyt skomplikowana – pub, w którym pan młody spotkał się z bliskimi, miejsce przygotowań panny młodej i kościół znajdowały się w odległości kilku minut spacerem od siebie. Jeśli jesteście na etapie planowania ślubnej logistyki, bardzo polecam zwrócić uwagę na ten aspekt – warto szykować się wspólnie lub naprawdę blisko, zaoszczędzicie sobie mnóstwo stresu i zamieszania (które i tak się pojawi – po co sobie dokładać).
Emocje Martyny i Richarda. Wzruszenie bliskich. Niesamowite światło w kościele. „Stand by me” śpiewane na żywo podczas drogi do ołtarza… ciary i mokre oczy. Radość, dużo radości. Po pół roku te wspomnienia są we mnie nadal niezwykle żywe.
Ten ślub był idealnie wyważonym połączeniem elegancji, smaku i estetyki z luzem, dystansem i pozwoleniem sobie na pełne przeżywanie emocji tego dnia. Tak, to wszystko da się połączyć. Klasa i piękno nie muszą oznaczać napięcia i sztywnego trzymania się harmonogramu co do minuty. U Martyny i Richarda zdecydowanie na pierwszym miejscu była ich historia, miłość, po prostu oni. W pięknych strojach, z cudownym tłem – tak. To były wspaniałe dodatki dla tego, co najważniejsze i najcenniejsze. Miłość celebrowana wśród bliskich, wspierających i prawdziwie cieszących się szczęściem pary osób. Nie zliczę, ile razy miałam mokre oczy fotografując tego dnia. Taką prawdę się czuje i przeżywa, nie da rady inaczej. To są też momenty, kiedy najmocniej czuję, jakim przywilejem jest moja praca – w zaufaniu, otwartości, będąc tak blisko odsłaniających prawdę o sobie ludzi.
Przygotowania Pana Młodego: Bike Shed Motorcycle Club
Ceremonia: St Leonard Church, Shoreditch
Przyjęcie: The Ham Yard Hotel
Suknia: Claire Pettibone
Make up & hair: Crown Hair and beauty Natalia’s Hair









































































































































Rewelacyjny reportaż. Brawo!