Międzynarodowa ceremonia ślubna w katedrze oliwskiej i przyjęcie pełne emocji w Kalinówce
Kilka dni po sesji narzeczeńskiej Laury i Marcina (tak, zdarza się że w ciągu tygodnia spotykamy się dwa razy – taka logistyka i urok międzynarodowych ślubów :)) miał miejsce ich ślub w monumentalnej Katedrze Oliwskiej w Gdańsku, jednej z najpiękniejszych świątyń w Polsce – pełnej światła, harmonii i dźwięku słynnych oliwskich organów. Ta ceremonia to kwintesencja klasy, wzruszenia, międzykulturowej miłości… i luzu. Tak, to da się połączyć! Gdy Laura i Marcin powiedzieli sobie „tak”, trudno było nie poczuć ogromu emocji, które towarzyszyły im tego dnia. Niemiecko-polska, polsko-niemiecka historia miłości, która poruszyła serca gości z różnych zakątków świata. Ze wzruszeniem towarzyszyłam im z aparatem.
Po ceremonii w katedrze udaliśmy się na krótką sesję plenerową w Parku Oliwskim. Wystarczyło nam dwadzieścia minut, delikatne światło, parkowa zieleń i romantyczne alejki, żeby stworzyć spokojne, intymne kadry, pełne bliskości i czułości. Jeśli martwicie się, że w dniu ślubu nie ma czasu na sesję, to obiecuję, że kwadrans nieobecności Pary Młodej pozostanie niezauważony przez gości, a z Wami zostanie pełna emocji pamiątka na lata. Naprawdę więcej nie trzeba!
Przyjęcie weselne odbyło się w Kalinówce – to wyjątkowe miejsce, położone niemal w centrum miasta, a sprawiające wrażenie, jakby było na uboczu. Miejsce otoczonym naturą, jednocześnie eleganckie i emanujące sielskim klimatem. Przemowy Laury i Marcina, ich rodziców i bliskich, dużo śmiechu, toastów, wreszcie – pierwszy taniec i początek imprezy. Łapiąc ostatnie chwile ze światłem dziennym ruszyliśmy na zdjęcia grupowe z rodziną i przyjaciółmi – tu zawsze staram się, żeby było możliwie najmniej pozowania, a więcej zabawy i spontanicznych gestów. Chwilę później w ogrodzie pojawił się tort (jeśli tylko macie taką możliwość, to polecam serwowanie go na zewnątrz), który dzięki temu był nie tylko kulinarną, ale i wizualną atrakcją. Dobrze było przewietrzyć nieco głowy przed powrotem na rozgrzany do czerwoności parkiet 🙂 Tam, oprócz muzyki serwowanej przez DJ-a, pojawił się również saksofonista, który zagrał na żywo kilka utworów, co tylko podkreśliło wyjątkową atmosferę i niewątpliwie zrobiło na gościach duże wrażenie. Jednym z najbardziej wzruszających momentów wieczoru był niespodziewany występ kuzynki panny młodej, która zagrała na flecie dedykowany utwór. Tu apel do gości – jeśli macie pomysł na taki personalizowany prezent dla Pary Młodej, śmiało zgłoście się do fotografa, DJ-a, wedding plannera – w zależności od tego, co planujecie. Im bardziej „szyte na miarę” przyjęcie, tym mocniej będzie zapamiętane, a Para Młoda z pewnością doceni taki gest… jeśli oczywiście dobrze się znacie i wiecie, co wywoła uśmiech na ich twarzach 😉
Laura, Marcin – dziękuję za zaufanie i za to, że mogłam towarzyszyć Wam w tej niezwykłej podróży.




















































































































